środa, 18 września 2013

"Płatki na wietrze" Virginia Cleo Andrews




UWAGA SPOILER!!! 
Jeżeli nie przeczytałeś pierwszego tomu, poniższą recenzję czytasz na własną odpowiedzialność! ;)








Po śmierci jednego z braci rodzeństwo Dollangangerów decyduje się 
na ucieczkę z ponurego poddasza w domu dziadków, 
gdzie matka i babka więziły je przez blisko trzy i pół roku. 
Cathy, Chris i mała Carrie trafiają do domu doktora Paula Sheffielda, 
który osamotniony po śmierci żony i syna, roztacza opiekę nad dziećmi. 
Wydaje się, że ich los się wreszcie odmienił i że każde z nich znalazło właściwą drogę w życiu. 
Jednak koszmary przeszłości nie pozwalają o sobie zapomnieć, 
a wiszące nad młodymi bohaterami rodzinne przekleństwo wciąż daje o sobie znać...





Płatki na wietrze są kontynuacją przygód rodzeństwa Dollangangerów uwięzionych przez matkę i babkę na poddaszu przez prawie trzy i pół roku. Po tych ciężkich latach pozbawionych powietrza, słońca, miłości i bezpieczeństwa rodzeństwo decyduje się w końcu na ucieczkę. Niestety już tylko we trójkę. Słabi i chorzy ruszają w podróż na południe, gdzie los kieruje ich do domu doktora Paula Sheffielda. Ten przygarnia dzieci do siebie i otacza je opieką. Jednak czy można zapomnieć, o ponad trzech latach cierpień, wyrządzonych przez najbliższą osobę, która bardziej od dzieci kochała pieniądze? 
"Wspomnienia? Czym były wspomnienia? Jedynie narzędziem tortur, niczym innym!" [str.182]
Podobnie jak w pierwszym tomie, narratorką jest Cathy. Sprawnie opisuje życie swoje i rodzeństwa po ucieczce z Foxworth Hall. Śledzimy powrót dzieci do zdrowia, ich dorastanie, codzienne problemy i próby realizacji marzeń. Oczywiście dręczące ich wspomnienia nie zawsze pozwalają im cieszyć się pełnią życia. Każde z nich inaczej radzi sobie z tymi traumatycznymi latami. U Cathy rośnie bardzo silna chęć zemsty. Chciałaby, aby matka zobaczyła, co utraciła zamykając swoje dzieci, oraz żeby cierpiała równie mocno jak one. Te myśli tak bardzo pochłaniają dziewczynę, że tylko pod tym kątem kieruje swoim życiem. Przy okazji popełnia sporo, już później denerwujących, błędnych decyzji. 

Chris stara się spełnić swoje marzenie i stać się lekarzem. Pomaga mu w tym Paul. Stara się wybaczyć matce i zapomnieć o tym jak ich potraktowała. Biedna mała Carrie pozbawiona słońca, ma najwięcej problemów ze zdrowiem, przez co traci dobry kontakt z rówieśnikami, którzy widzą tylko jej nieproporcjonalne ciało. Jednocześnie całe rodzeństwo żyje w przekonaniu, że są diabelskim nasieniem, i że nie są godni, by żyć. Te słowa wpajane przez babkę, będą miały ogromny wpływ na ich dalsze życie i postępowanie. Pomimo że już się wydostali z poddasza, ich życie nadal jest pełne bólu i cierpienia.

"Sekret szczęścia polega na przebaczaniu i zapominaniu." [str. 328]

Płatki na wietrze to ciekawa kontynuacja losów rodzeństwa. Akcja toczy się gładko, niektóre wydarzenia potrafią zaskoczyć czytelnika. Narracja jest płynna i przyjemna. Muszę przyznać, że tak jak byłam zachwycona pierwszą częścią, ta mnie szczególnie do siebie nie przekonała. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że niektóre sytuacje były stworzone jakby na siłę, po prostu by skorzystać na  popularności, którą przyniosły Kwiaty... . Bohaterowie byli czasami strasznie denerwujący. Podobnie nie pasowało mi zgranie czasowe. W jednym momencie Cathy ma 27 lat,  kilka kartek dalej 24, a później znowu jest starsza. Pomimo tych wad, książka ma swoje zalety. Czyta się ją płynnie i lekko podobnie jak poprzedniczkę, a przede wszystkim zapada w pamięci. Z pewnością sięgnę po dalsze części sagi, chociaż szczerze mówiąc, nie mam pojęcia czym los może ich jeszcze zaskoczyć, skoro tyle już przeżyli. 






Tutaj (klik) znajdziecie moją opinię
na temat Kwiatów na poddaszu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz