czwartek, 31 maja 2012

"Rzeźbiarze" Suzanne Glass

Ona ucieka od przeszłości, on jest opętany własną.
Teraz żadne z nich nie ucieknie przed prawdą...

Dla znajomych w Chicago Sarit Kleinmann jest zagadką: zdolny chirurg plastyczny
i nietypowa piękność, z życiem tak pełnym sekretów, że nikt jej naprawdę nie zna. Prawdziwa Sarit wciąż żyje swoim klaustrofobicznym, wypełnionym sztuką dzieciństwem oraz zerwaną więzią z ojcem. Kiedy zafascynowana pracami egipskiego rzeźbiarza pewnego dnia zbliża się do ich autora, zaintrygowanie przeradza się w namiętność. Namiętność, która grozi zrujnowaniem bezpiecznej przystani Sarit i wydobywa
na światło dzienne niełatwą przeszłość rzeźbiarza. A w półświatku Chicago
rozgrywają się wydarzenia, na które ani Sarit, ani jej partner nie mają wpływu,
a które niebezpiecznie przybliżą ich do przeszłości...





Na początku, gdy dostałam tę książkę, nie byłam do niej przekonana i zaczęłam ją czytać z rezerwą. Początkowo moje uczucia wobec niej były mieszane. Z jednej strony mi się podobała i mnie ciekawiła.
A z drugiej jednak nie, bo każdy nowy rozdział był jakby o czymś innym i czułam się zdezorientowana.
No i te ciągłe wspomnienia z przeszłości bohaterów... Jednak, w miarę przerzucania kolejnych kartek,
coś drgnęło. Historia bardzo mnie zaciekawiła i już nie mogłam się od niej oderwać.

Główną bohaterką jest piękna pani doktor chirurgii plastycznej, Sarit Kleinmann. Pochodząca z Izraela, ucieka od przeszłości, w związku z czym jest bardzo skryta i tajemnicza. Zaintrygowana serią rzeźb zaczyna się spotykać z ich autorem. Zaintrygowanie i pełne tajemnic życie obojga z nich przybliża ich do siebie i zamienia nic nie znaczącą znajomość w coś głębszego.

Podczas poznawania się Sarit i rzeźbiarza, w Chicago ma miejsce zbrodnia. Bohaterowie są zmuszeni
do współpracy, by zapobiec kolejnej tragedii. Jednak te wydarzenia okażą się niebezpieczne dla nich samych i ich barier zbudowanych dla przeszłości.

Suzanne Glass połączyła romans i powieść grozy, chociaż więcej jest tu opowieści o miłości. To połączenie okazało się bardzo trafione. Książka jest ciekawa. Trzyma w napięciu do samego końca, a i tam potrafi jeszcze zaskoczyć.

Powieść oczarowała mnie poprzez wprowadzenie do świata sztuki. Liczne opisy obrazów i rzeźb. Nie tylko tych gotowych, ale też tych w trakcie tworzenia. Można sobie bez trudu wyobrazić, jak malarz malował obraz, jak rzeźbiarz po kawałku lepił z gliny kolejną rzeźbę. Okazało się to dla mnie inspiracją,
której od jakiegoś czasu szukałam.

piątek, 25 maja 2012

Kilka cytatów

Zdecydowałam się podzielić z Wami kilkoma cytatami z A gdyby to była prawda..., które mnie urzekły. Niektóre, myślę, że są znane z różnych stron jak i z samej książki. Mimo to je Wam przedstawię.


  "Usiłuję ci wytłumaczyć, dlaczego, jak to określiłaś, jestem "pogodny". Bo w życiu nie można przeżyć wszystkiego, trzeba więc przeżyć to, co najważniejsze, tę "esencję" życia. I każdy z nas ma tę swoją własną, prywatną esencję."
str. 80





 str. 170


  "Poprosiła, by wyobraził sobie, że wygrał pewien konkurs, a nagroda jest następująca: co rano bank otwiera mu nowe konto kredytowe na sumę osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu dolarów. W grze należy przestrzegać dwóch zasad.
  - Pierwsza reguła jest taka: wszystko, czego nie wydałeś w ciągu dnia, będzie ci zabrane wieczorem;
nie wolno ci oszukiwać i przelewać tych pieniędzy na inny rachunek, możesz je tylko wydać. Ale bank następnego ranka otwiera ci kolejne konto na taką samą sumę dolarów, które musisz wydać w ciągu dnia. Po drugie: bank może przerwać tę zabawę bez żadnego uprzedzenia, w każdej dowolnej chwili, i może ci powiedzieć, że gra skończona, zamyka konto, a innego już nie będzie. (...)
  My wszyscy mamy ten magiczny bank! Konto w tym banku to czas! To róg obfitości sekund, które mijają w ciągu dnia!
  Każdego ranka, po przebudzeniu, otrzymujemy kredyt w wysokości osiemdziesięciu sześciu tysięcy czterystu sekund życia na dany dzień. Kiedy wieczorem kładziemy się spać, niewykorzystana reszta sekund nie przejdzie na następny dzień; to, czego nie przeżyliśmy w ciągu dnia, jest zawsze stracone, pochłonięte przez wczoraj. Każdego następnego ranka rozpoczyna się ta sama magia, znowu otrzymujemy taką liczbę sekund życia i wszyscy zaczynamy grać w tę nieodwracalną grę: bank może zamknąć nam konto
w najbardziej nieoczekiwanym momencie, bez żadnego ostrzeżenia - w każdej chwili może zatrzymać się nasze życie. Co więc robimy z tymi osiemdziesięcioma sześcioma tysiącami czterystu sekundami,
które codziennie dostajemy w prezencie? Czy te sekundy życia nie są ważniejsze od pieniędzy?"
str. 188-190


  "Wyobraź sobie, że chcesz zrozumieć, czym naprawdę jest rok życia; zapytaj o to studenta, który oblał roczny egzamin. A miesiąc życia? Porozmawiaj o tym z matką, która urodziła wcześniaka i czeka,
aby wyjęto go z inkubatora, bo dopiero wtedy będzie mogła przytulić swoje maleństwo, całe i zdrowe.
A tydzień? Zapytaj człowieka, który pracuje w fabryce czy kopalni, żeby wyżywić rodzinę. Dzień? O tym powiedzą ci zakochani, rozdzieleni przez los i czekający na następne spotkanie. Czym jest godzina? O to trzeba zapytać osobę cierpiącą na klaustrofobię, którą awaria uwięziła na godziną w windzie. Sekunda: popatrz w oczy człowiekowi, któremu udało się uniknąć wypadku samochodowego. O ułamek sekundy możesz zapytać sportowca, który na Igrzyskach Olimpijskich zdobywa srebrny medal, nie ten złoty, dla zdobycia którego trenował całe życie. Życie jest magią, Arthurze, mówię ci o tym, bo sama przez to przeszłam; po wypadku poznałam smak każdej sekundy i dobrze znam jej wartość. Dlatego, proszę cię, korzystajmy z tych wszystkich sekund, które nam jeszcze zostały."
str. 190

wtorek, 22 maja 2012

"A gdyby to była prawda..." Marc Levy


Co można zrobić z siedzącą w waszej szafie nieznajomą kobietą? Poprosić,
żeby sobie poszła? Ale to nie takie proste, zwłaszcza dla przystojnego architekta, Arthura. Bo, po pierwsze,ta kobieta jest młoda i czarująca, po drugie, twierdzi,
że jej ciało znajduje się zupełnie gdzie indziej - leży pogrążone w głębokiej śpiączce
w szpitalu. Lauren uważa, że tylko Arthur może jej pomóc, jako jedyna osoba,
która ją słyszy i widzi w cielesnej postaci. Chociaż zaintrygowany mężczyzna
ma mnóstwo podejrzeń i wątpliwości, ostatecznie poddaje się
urokowi ślicznego "ducha" i przyjmuje wyzwanie. Tymczasem lekarze,
zniechęceni długą, daremną walką o życie pacjentki, planują eutanazję.
Przerażony Arthur wykrada ze szpitala ciało ukochanej.
Następuje seria nieoczekiwanych wydarzeń...




Do przeczytania tej książki zachęciła mnie jej ekranizacja z Reese Witherspoon i Markiem Ruffalo (Jak
w niebie
). Historia tak mi się spodobała, że zechciałam przeczytać książkę. Jednak przez długi czas
nie mogłam jej nigdzie dostać. Aż niespodziewanie zauważyłam ją na półce u cioci.

Opisana przez Marca Levy'ego historia miłosna jest przede wszystkim nierzeczywista. W końcu ilu z nas spotyka w łazienkowych szafach duchy? Mimo to jest bardzo piękna, przyjemna i ciepła. Niejednokrotnie podczas lektury śmiałam się na cały głos. Kilka razy zdarzyło mi się też uronić parę łez. Poprzez tę powieść autor przekazał jak ważne w miłości jest wzajemne poznanie się, zrozumienie i zaufanie. Jak wiele można zrobić dla ukochanej osoby, nie zwracając uwagi na konsekwencje. Zawarł też dobre rady, które mogą być uzupełnieniem naszych życiowych mądrości, a u ludzi młodych mogą kształtować ich pogląd na świat i dorosłe życie, w które wkraczają. Kilka z tych rad sama zastosuję w swoim.

Marc Levy dzięki łatwemu i przyjemnemu językowi bez problemów przemawia do czytelników. Z prostotą opowiada o rzeczach mniej lub bardziej skomplikowanych. W opowieści zawarł wiele realistycznych opisów. Czytając je możemy się poczuć jakbyśmy byli w tym kalifornijskim świecie i obserwowali fale rozbijające się o brzeg. Z łatwością możemy sobie też wyobrazić scenę wypadku, lub miejsca, w których rozgrywa się akcja.

Książka jest dobrze napisana. Na zmianę śmieszy i wzrusza. Historia jest nie tylko piękna, ale też pouczająca, a akcja nie raz zaskakuje czytelnika. Polecam! Sama na pewno sięgnę też po inne powieści tego autora.

środa, 16 maja 2012

"Trucizna" Alex Kava

Najpierw pojawia się tajemnica... potem nadchodzi koszmar.

Sabrina Galloway, zatrudniona jako pracownik naukowy w firmie EcoEnergy,
spędziła pięć lat nad opracowaniem technologii produkcji paliwa alternatywnego.
Kiedy nagle znika jej szef, przypadkowo trafia na trop sprawy znacznie bardziej złożonej i niebezpiecznej, niż to się początkowo wydaje. Nieświadomie zostaje wplątana
w zakrojoną na szeroką skalę nielegalną zmowę. 


Kolejne wydarzenia sprawiają, że czuje się coraz mniej bezpiecznie. Odnosi wrażenie,
że jest śledzona, w dodatku zaczyna otrzymywać pogróżki. Ma coraz większe trudności
z dostępem do potrzebnych danych. Kiedy ginie jeden z jej współpracowników, ogarnia ją przerażenie. Ofiara miała na sobie laboratoryjny fartuch z jej identyfikatorem...


Rozpoczyna się gra o najwyższą stawkę. Sabrina jeszcze nie wie, że jej przeciwnikami
są wpływowi ludzie ze świata polityki i biznesu, którzy zrobią wszystko,
aby prawda nie wyszła na jaw.


Długo zwlekałam z przeczytaniem tej powieści. Zawsze znalazło się albo coś do nauki, albo coś innego
do czytania. A moja ciekawość względem tej książki rosła z dnia na dzień. Aż w końcu ją zaspokoiłam!

W tej powieści Alex Kava połączyła ze sobą dwa światy: świat nauki i świat polityki. Śledząc poczynania głównej bohaterki, Sabriny Galloway, wplątujemy się w zawiłą polityczną grę. Grę na tyle poważną,
że giną niewinni ludzie, a każdy może być podejrzany o zlecenie morderstwa.

W powieści jest wiele postaci i wątków, które z czasem zaczynają się łączyć i uzupełniać. Krótkie rozdziały powodują, że książkę czyta się bardzo szybko, a akcja jest ciągle w ruchu. W niektórych momentach aż dreszcz przeszedł mi po ciele. Były też chwile, w których uśmiech mimowolnie zagościł mi na twarzy. Głównie za sprawą sąsiadki Sabriny, przemiłej starszej pani, która okazała się bardzo pomocna.

Osobiście Trucizna nie przypadła mi tak bardzo do gustu, jak inne książki Kavy, ale to głównie za sprawą polityki, która mnie nie interesuje i czasami wręcz odpycha. Do tej pory te polityczne wątki są dla mnie niezrozumiałe i niejasne.

Powieść (tę i inne tej autorki) gorąco polecam! Szybka i ciekawa akcja, różne punkty widzenia i krótkie rozdziały potęgują napięcie a od książki nie można się oderwać.

niedziela, 13 maja 2012

"Jedenaście minut" Paulo Coelho

Maria, młoda dziewczyna z brazylijskiej prowincji, wyrusza w daleką podróż. Jednak świat jest inny, niż sobie wyobrażała. Gorzkie doświadczenia sprawiają, że zostaje prostytutką. Decyduje się na życie bez miłości i wpada w pułapkę, z której wybawić może właśnie miłość.

Jedenaście minut to współczesna baśń dla dorosłych, przypowieść o seksie, miłości
i przeznaczeniu, które sprawia, że kręte ścieżki naszego losu mogą nieoczekiwanie poprowadzić nas ku szczęściu, choć dawno przestaliśmy w nie wierzyć.


Jedenaście minut to zarazem głębokie studium o naszej seksualności, o jej sacrum
i profanum, o tak ważnej sferze naszego życia, a zarazem tak zakłamanej. To powieść, która nie pozwala na obojętność i budzi nadzieję, że spotkanie z drugim człowiekiem
może być najważniejszym doświadczeniem naszego życia.


Lubię twórczość Paulo Coelho, chociaż momentami wydaje mi się trudna w odbiorze. Po tę książkę sięgnęłam z ciekawości. Słyszałam bowiem dużo dobrych opinii na jej temat. Postawiłam jej wysoką poprzeczkę, której jednak nie przeskoczyła. Historia mnie nie urzekła. Spodziewałam się czegoś lepszego i chyba trochę innego (chociaż trudno mi powiedzieć w jakim sensie).

Zgodnie z opisem z okładki, była to powieść o poszukiwaniu seksualności i wiary w sam seks. Dla mnie jednak była to bardziej opowieść o poszukiwaniu przez różne bodźce samego siebie i swoich granic. Bo tam, gdzie nie ma już granic, jesteśmy tylko my.

Historia zawarta w książce jest w jakimś stopniu oparta na faktach. Pomysł i wykonanie okazało się całkiem niezłe. Poprzez opisane emocje można zrozumieć motywy kierujące kobietami, które decydują się na taką formę zarobku. W całej książce można też znaleźć kilka perełek w postaci cytatów.

Powieść raczej dla fanów Paulo Coelho lub dla tych, którzy poszukują jakiejś inspiracji w sferze łóżkowej, chociaż nie jestem pewna, czy znajdą w niej coś, czego by jeszcze nie wiedzieli. 

środa, 2 maja 2012

Stosik

Nadszedł czas na pierwszy stosik na blogu, z którego bardzo się cieszę. A oto i on:


1. Jedenaście minut, Paulo Coelho (którą aktualnie czytam)
2. Rzeźbiarze, Suzanne Glass (prezent z okazji ukończenia szkoły)
3. A gdyby to była prawda..., Marc Levy
4. Trucizna, Alex Kava
5. Potem, Rosamund Lupton (też prezent z okazji ukończenia szkoły)

wtorek, 1 maja 2012

"Obiecaj mi" Richard Paul Evans

Opowieść o obietnicach, których moc zdolna jest pokonać czas.

"W zamkniętych na klucz i ukrytych w szafie szkatułkach przechowuję dwa naszyjniki. Są podarunkami
od dwóch mężczyzn. Oba naszyjniki są piękne i cenne, nie noszę jednak żadnego z nich - jednego
z powodu złamanej obietnicy, drugiego z powodu obietnicy dotrzymanej".

Tamtego roku Beth przestała wierzyć w szczęśliwy los. Jej życie rozsypało się jak domek z kart:
musiała zmierzyć się ze zdradą i opuszczeniem. W chwili próby zawiódł ją najbliższy człowiek,
łamiąc wszystkie obietnice, które do tej pory składał.
Wtedy właśnie pojawił się Matthew - niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł,
który łapie za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei. Wiedział, jak pomóc,
co zrobić, by Beth znów zaczęła się uśmiechać, znał odpowiedzi na dręczące ją pytania.

On też złożył obietnicę. Czy będzie w stanie jej dotrzymać?
Kim naprawdę jest Matthew i skąd tyle wie na temat Beth i jej rodziny?


Obiecaj mi jest pierwszą książką tego autora, którą przeczytałam. Najprawdopodobniej, gdyby sama
nie wpadła mi w ręce, nie sięgnęłabym po nią tak szybko.
Spodziewałam się zwykłej historii o miłości, a dostałam opowieść, gdzie wplotła się także tajemnica,
magia i obietnica.

Powieść jest bardzo ciekawa. Od pierwszych stron wciąga swoją tajemnicą. Narratorką jest Beth Cardall, która cofając się do wydarzeń sprzed osiemnastu lat, opowiada nam swoją historię. Historię na początku trudną, kiedy to musi się zmierzyć z opuszczeniem, z nierozpoznaną chorobą córki, z kłopotami pieniężnymi.

Nagle pojawia się mężczyzna, Matthew, który powoli pomaga jej stanąć na nogi. Pozwoli jej znowu zaufać
i uwierzyć, że istnieją dobrzy ludzie. Matthew jest bardzo tajemniczą i skrytą postacią, a za jego pomoc przyjdzie Beth nie raz zapłacić łzami. Czytając, nie sposób opanować się od domysłów, kim jest ten mężczyzna.

Książka pisana przyjemnie, łatwym i prostym językiem. Szybko się czyta. Jedynym minusem, który ciężko było mi znieść do końca, były niepotrzebne dialogi typu:
- Dziękuję.
- Nie ma za co.

Powieść wzięłam ze sobą na majówkę. Okazała się idealną odskocznią od przygotowywania się do matury.